Dziś będzie z trochę innej beczki. Opowiem Wam pewną historię. Będzie to dość stara historia, dlatego i zdjęcia są stare. Na początku był ogrodnik. Potem znalazł takie koło, a raczej beczkę. Krążył z nią po ogrodzie, aż wybrał dla niej miejsce na końcu działki.

Znalazł kilka bloczków betonowych, pozostałych po budowie, wykopał palenisko, wyłożył je, tymi bloczkami i krawężnikami. Trzeba było, jakoś połączyć to z beczką. I tu znowu nadwyżka materiałów z budowy, wkład kominowy, idealne rozwiązanie. Wkopany, połączony z beczką.

I tak powstała nasza pierwsza wędzarnia. Ogień już był. Hmm, zaczęło się wędzenie. Na początek poszły pstrągi. Wyszły bardzo smaczne.

Ogrodnik czasami wędkował. Jaka była jego radość gdy złowił takiego węgorza, zrozumieć potrafią to tylko inni wędkarze…. Nasz poprzedni piesio go pilnował.

I tu pojawia się pierwszy problem. Beczka okazała się za płytka na uwędzenie tak długiego węgorza.
Drugi problem, deszcz. Woda zalewała palenisko, wędzić można było tylko w pogodę bez opadów.
Trzeci problem, kręgosłup, tak kręgosłup. Trzeba było nieźle się nachylać, by rozpalić i utrzymać ogień, wybierać popiół, w wkopanym palenisku.
I tak powoli rodziła się myśl, jak to sobie usprawnić… cdn.
